Nic nie na to nie poradzę ,że nie jestem dobra w organizacji życia rodzinnego,a już zupełnie mi nie wychodzi część administracyjna tegoż życia.Nie pamiętam o rachunkach,datach terminach,planach bieżących i co tam jeszcze dobry Bóg nam na drodze ustawił.Co innego mój mężuś ;no po prostu osobisty organizer przenośny -nigdy nie zapomni(a jeśli nawet to przeze mnie)nigdy nie pokręci (a jeśli nawet to patrz nawias wyżej) ,no i dobrze chyba tak jest lepiej prawda?Nie rozumiem tylko dlaczego nie odnosi się to do dat dotyczących członków rodziny.Weźmy na przykład walentynki,jak myślicie ,co się wydarzyło?NIC, nic się nie wydarzyło bo NIKT o nich nie pamiętał.Tak to już bywa w damsko -męskich związkach ,najpierw jesteśmy najważniejsze, później wypierają nas koledzy ,kumple z wojska .Nie powinno zatem nikogo dziwić ,ze prezent na walentynki kupiłam sobie sama, potrójny:od męża,bo zapomniał ,od siebie ,bo nie zapomniałam,a poza tym lubię siebie i od męża bo zapomniał ,a nie powinien. A co tam:)

